Doświadczeniem Jezusa zainspiruj innych

Styczeń. 15 stopni ciepła. Słońce. Lody. Lekki styl życia – taki typowo włoski. To właśnie Rzym, jaki zapamiętałam sprzed kilku dni. Rzym, do którego wybrałam się dzięki zaproszeniu Prezydium Krajowej Rady KSM.

Nie był to mój pierwszy pobyt w tym mieście, nawet nie drugi. Chyba mogę powiedzieć: lubię tam wracać. Właśnie z powodu włoskiego luzu, okazji do wytchnienia przy przepięknej architekturze i radości, którą wywołuje samo tylko spojrzenie na plac św. Piotra skąpany w promieniach słońca. Jak każda wizyta w tym miejscu i ta była inna. Wyjątkowa. Wyjątkowa, bo wypełniona uśmiechami Pana Boga (niespodziankami po prostu).

Celem wyjazdu było rozpoczęcie obchodów 30-lecia reaktywacji naszego Stowarzyszenia. Prezydium chciało, by papież Franciszek pobłogosławił naszym działaniom. Przygotowało dla niego piękną ikonę patronów KSM. I z nią właśnie związany jest jeden z takich Bożych uśmiechów, bo udało się i jedno, i drugie.

Wyjątkowym czasem była Msza Święta sprawowana w kościele, w którym spoczywa św. Stanisław Kostka. W pokoju na piętrze zobaczyć można figurę przedstawiającą Stasia w momencie jego śmierci. Właśnie przy niej modliliśmy się za KSM i KSM-owiczów z każdego zakątka Polski. To właśnie w tym miejscu z ust ks. Andrzeja Lubowickiego wybrzmiały tytułowe słowa: „Doświadczeniem Jezusa zainspiruj innych”. Bo właśnie to jest naszym zadaniem. Doświadczaj, czerp z Jezusa na tyle, byś promieniował tym na wszystkich, którzy są wokoło ciebie. Słysząc je i zerkając ukradkiem na figurę naszego patrona, nie sposób nie zatrzymać się na chwilę właśnie na sensie życia św. Stanisława i tego, jak on realizował te słowa w nastoletnich latach. Ot, taki drugi uśmiech Pana Boga, w obecności Stasiowych relikwii.

Ten wyjazd upłynął nam pod znakiem spotkań. Takim spotkaniem, które najbardziej zapamiętam, nie było wcale to z papieżem Franciszkiem, ale rozmowa z kard. Konradem Krajewskim. Chyba nie poznałam jeszcze tak konkretnego i prostolinijnego człowieka. W przeciągu godziny, zapraszając nas na obiad przygotowany przez byłego więźnia i dwóch innych bezdomnych, którymi się opiekuje, podczas – wydawałoby się – zwyczajnej rozmowy, zrobił nam rekolekcje, jakich jeszcze nie przeżyłam.

To człowiek, który nie tylko mówi, że żyje Ewangelią, ale naprawdę to robi; nie tylko dzieli się z ludźmi życiową mądrością, ale wyciąga wnioski i wprowadza je w życie; nie tylko powtarza: musicie spotykać się z tymi, którzy tego potrzebują, ale rzeczywiście sam każdego dnia tak właśnie robi.

Kiedy przypomniałam sobie dzisiaj to spotkanie, pomyślałam: tutaj Pan Bóg uśmiechnął się do nas najszerzej. Aż zęby było widać! A to dlatego, że i o zębach była mowa. Kardynał Krajewski, papieski jałmużnik, podkreślał nam rolę ubogich w świecie i to, co my możemy dla nich zrobić. Do dziś brzmią mi w uszach słowa: „Szukaj potrzebujących, ale daj im to, czego oni potrzebują, a nie tego, co ty uważasz, że oni potrzebują. Jeśli nie ma zębów, nie dawaj mu jabłka, bo go nie pogryzie, ale daj mu banana albo zaprowadź go do dentysty”.

Tym, co jeszcze przekazał nam z pełnym przekonaniem o tym, co mówi, było konkretne wezwanie do robienia dobra. „Żeby coś działało, musisz być szalonym. Musisz tym żyć, bo masz tylko pięć minut. Franciszek ma tyle, ja mam, ty też masz pięć minut do zrobienia ogromnego dobra. Nie myśl o tym, kiedy ono się skończy, tylko rób dobro teraz”. Jak się tu nie uśmiechnąć? Jak, patrząc na kard. Krajewskiego, nie chcieć robić dobra właśnie dzisiaj?

Tych uśmiechów było jeszcze sporo – w pogodzie, w lodach jedzonych z widokiem na bazylikę św. Piotra, w spacerach, w osobach, które tam były: Patryku, Łukaszu, Piotrku, Tomku, Teresie, ks. Andrzeju i Oli. We mnie też, bo przecież Pan Bóg działa przez każdego z nas.

I moje, i twoje pięć minut jest właśnie teraz. „Nie myśl o tym, kiedy ono się skończy, tylko rób dobro teraz” i doświadczaj Pana Boga, by móc dzielić się Nim z innymi.

Monika Fenisz