Ślązacy znów podzielili się sercem

Tegoroczną akcję Polak z sercem możemy podsumować w liczbach: 1409,75 kg darów i 37 paczek pampersów. Tyle rzeczy zebranych na Śląsku otrzymają nasi rodacy, mieszkający na Ukrainie i w Białorusi. Dziękujemy każdemu, kto w jakikolwiek sposób wsparł akcję. Dziękujemy także wolontariuszom z Czułowa, Bierunia Starego i Kłodnicy za ogrom pracy przy pakowaniu podarunków.

 

Na Ukrainę dotarł już pierwszy transport darów. Wziął w nim udział Łukasz Fenisz z naszej archidiecezji. Zobacz film z tego wydarzenia.

źródło: www.facebook.com/ksm.polska

Zachęcamy również do przeczytania pełnej emocji relacji KSM-owiczki Karoliny z KSM Diecezji Warszawsko-Praskiej, która także brała udział w wyjeździe na Ukrainę.

Nie ma dobra, które by do nas nie wróciło

Polak z sercem to nie tylko akcja o pięknej, chwytliwej nazwie, to przede wszystkim realne spotkania i realna pomoc. Doświadczenie, które dotyka każdego, kto w jakikolwiek sposób otworzy swoje serce. Dużo emocji i radości dostarcza już pierwszy etap akcji, czyli zbiórka produktów, ich sortowanie, pakowanie. Wiadomo, że jest to ciężka praca i wymaga nieco wysiłku, ale satysfakcja i chwile spędzone na pogłębianiu wspólnoty parafialnej rekompensują wszelkie minusy.

Rekolekcje w praktyce

Nie bez znaczenia jest też czas odbywania się akcji – zbiórka darów kończy się w Niedzielę Chrystusa Króla, która kończy również rok liturgiczny w Kościele. Tydzień później zaczyna się adwent, a więc segregowanie darów oraz ich transport odbywa się już w czasie oczekiwania. Dlaczego do tego nawiązuję? Bo tegoroczny wyjazd na Ukrainę z darami był dla mnie właśnie rekolekcjami adwentowymi w praktyce. Lekcją pokory, cierpliwości, zaufania Panu. Otworzeniem oczu nieco szerzej niż na moje problemy i bolączki codzienności.

źródło: www.facebook.com/ksm.polska

Wyjazd bardzo późno w nocy lub bardzo wcześnie rano, zależy jak kto na to spojrzy, bo ruszyliśmy z Sulejówka o 3. I już po kilku godzinach jazdy czekała nas pierwsza próba. Niespodziewana sytuacja, nieplanowany przystanek i dość długa wizja oczekiwania. Chcieliśmy jak najszybciej dotrzeć na Ukrainę, więc taka informacja nie spotkała się z naszym entuzjazmem. Po chwili dotarło do nas jednak, która jest godzina i że za kilkanaście minut możemy być w pobliskim kościele. Szybka decyzja. Czy można oczekiwać lepiej niż na roratach? Nie sądziliśmy, że uda nam się w trakcie podróży uczestniczyć w Mszy roratniej. Po raz kolejny doświadczyłam – nie planuj za wiele, nie zniechęcaj się. Ufaj. 

Kolejna próba spotkała nas na granicy. Nie zostaliśmy przepuszczeni z przygotowanymi darami. Po odstaniu swojego w kolejce i podczas kontroli granicznej, musieliśmy zawrócić i zostawić większą część darów w zaprzyjaźnionej parafii po polskiej stronie. Mogliśmy się złościć, mogliśmy niecierpliwić, ale mogliśmy też zrobić wszystko, co możliwe, by jak najszybciej dotrzeć do celu i pomimo opóźnień zrealizować założony plan w jak największym stopniu. Udało się. Dotarliśmy do Lwowa. Późno, ale to nic, bo jutro też jest dzień…

Piątek rozpoczęliśmy od spotkania z abp. Mieczysławem Mokrzyckim. Pobłogosławieni na dalszą drogę, uposażeni w dobre słowo ruszyliśmy w kierunku Kamieńca Podolskiego. Nie padał śnieg, właściwie pogoda była naprawdę sprzyjająca podróżom i to też Boży palec, bo dzięki temu udało się uniknąć kolejnych opóźnień.

Kamieniec Podolski był naszym celem podróży, tym miejscem na które wszyscy czekaliśmy najbardziej. Odwiedziliśmy zarówno osoby starsze, jak i rodziny z dziećmi. Każde ze spotkań było inne. Wnosiło w tę podróż coś nowego i czegoś nowego uczyło.

Będę się za Was modlić…

Pierwszy dom, skromny, choć z dużym ogrodem. Docieramy do niego błotnistą drogą. Wprowadza nas i zapowiada Sasza – nauczyciel historii pomagający Ojcom Paulinom, którzy mają swój klasztor w Kamieńcu Podolskim. Furtkę otwiera sąsiadka, starsza kobieta, ale jeszcze samodzielnie poruszająca się. Dba o panią Janinę. Ona sama już nie wstaje. Wchodzimy. Przygaszone światło, na łóżku pani Janina czyta książkę. Świetnie mówi po polsku, choć w Polsce nie była bardzo dawno i raczej już taka podróż jej się nie uda. Tym bardziej cieszy się, gdy nas widzi, gdy może porozmawiać po polsku i o Polsce. Rozmowa to klucz spotkania. Zastanawiam się, kto w tamtym momencie bardziej chłonął wszystkie słowa, które wypełniały niewielką izdebkę. Wspomnienia, żywa historia – łzy powoli spływają po policzkach. Wycieramy je ukradkiem – nie chcemy, żeby pani Janina pomyślała, że to przez nią. To łzy wzruszenia, łzy wypalające pyszne, codzienne zachcianki. Nasza gospodyni też płacze. Dziękuję za otrzymane dary, za obecność w przedświątecznym czasie. Chciałoby się zostać jeszcze godzinę, dwie… niestety czas goni. Jeszcze kilka rodzin czeka, musimy iść dalej. Pani Janina macha na pożegnanie, całujemy jej spracowane dłonie. „Będę się za Was modlić, niech Bóg błogosławi Wam i wszystkim dobrym ludziom w Polsce, którzy pomogli w tym dzisiejszym spotkaniu”. Te słowa bardzo zapadły mi w pamięć, a powtarzały się właściwie podczas każdego spotkania. Słysząc je uświadomiłam sobie, że jesteśmy ambasadorami akcji Polak z sercem. Dostaliśmy szansę i jesteśmy tam na Wschodzie nie jako pojedyncze osoby, ale przede wszystkim jako przedstawiciele Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i wszystkich ludzi dobrej woli, którzy zaangażowali się w pomoc. Wszystkie słowa podziękowania kierowane są na nasze ręce, ale po to byśmy zawieźli je do Polski i przekazali.

Znów jedziemy przez wąskie i błotniste dróżki. Rodziny, które odwiedzamy nie mieszkają w samym Kamieńcu Podolskim, ale także w obszarze okolicznych wiosek. Nie wszędzie da się dojechać autem. Samochód zakopuje się. Dalej trzeba iść pieszo. Bierzemy paczki. Droga wiedzie pod górę, to nie jest teren nizinny. Przychodzi wtedy ze zdwojoną siłą myśl, że my teraz jednorazowo wnosimy te rzeczy, a ludzie tu mieszkający muszą pokonywać tę drogę o wiele, wiele częściej…

źródło: www.facebook.com/ksm.polska

Weźcie, to z naszego ogrodu…

Odwiedzamy starsze małżeństwo, samotną kobietę chorującą na serce, a także dwie rodziny. W jednym z domów zostawiamy paczkę dla sąsiadki – jej syn alkoholik niestety zabrałby przyniesione rzeczy. Sąsiedzi przekażą dary w odpowiednim czasie, w mniejszych porcjach. Oglądamy zdjęcia. „To moja wnuczka, a to syn i mąż świętej pamięci…” Każdy z domów wygląda podobnie – skromne, by nie rzec ubogie, niewielkie pomieszczenia, a w nich zawsze te same elementy – łóżko, stół oraz piec. Dzięki temu w domu nie jest zimno. Na ścianach obrazki – z Jezusem Miłosiernym oraz Matką Bożą Częstochowską. Niewiele, ale po żadnej z odwiedzanych rodzin nie widać żalu, czy pretensji. Oni cieszą się z tego co mają. Doceniają chwile spotkania. Nie chcą czasu marnować na narzekanie, utyskiwanie. Chwile spotkania wypełniają opowieści o rodzinie, dawnych czasach, odwiedzinach w Polsce. Wsłuchiwanie się w to, co dziś zajmuje polską młodzież. Dostajemy siatkę jabłek i orzechów. „Weźcie, to z naszego ogrodu, sam zbierałem, proszę”. Zajadamy się nimi w samochodzie i znów przychodzi refleksja. Ci ludzie nie mają prawie nic, a i tak dzielą się tym co mają. Nauka miłości w praktyce. Do Pana Boga i do bliźniego. Wdzięczność za wszystko co mam, co otrzymuje od innych. Wdzięczność Panu Bogu. Każde pożegnanie kończy się błogosławieństwem na dalszą drogę. Tak często gubimy tę zdolność. Lubimy ponarzekać, poutyskiwać na codzienność. Takie spotkania to szybki, zimny prysznic. Poukładanie na nowo właściwej hierarchii wartości.

Dzwonimy do furtki, nikt nie otwiera, ale u sąsiadów świeci się światło. Otwiera nam miła kobieta – „Zapraszamy, rodzina, której szukacie jest u nas. Różaniec odmawiamy, jak każdego dnia o tej porze”. Przy stole trójka dzieci oraz mama. Dziewczynka przytula otrzymanego pluszaka z ogromną czułością. Wzrok pada na stół – stoi na nim świeca, a obok rozłożona jest kartka z zapisanymi intencjami różańcowymi. Do tych intencji dołączyli też darczyńcy akcji Polak z sercem…

źródło: www.facebook.com/ksm.polska

Wiele historii zapisało się po wyjeździe na Ukrainę w sercu każdego z uczestników. Na pewno dla każdego jakiś inny, ale bardzo konkretny aspekt był tym szczególnym, tym zmieniającym perspektywę. Wracamy do Polski bogatsi. Czy będziemy umieli to bogactwo przekazywać innym w codzienności? Oby tak.

Wciąż też trwa akcja sms, w której dzięki wysłaniu wiadomości o treści KRESY” pod numer 72052 (koszt: 2,46 zł z VAT) pomagamy zbierać fundusze m.in. na pobyt w Polsce, dzieci z polskich rodzin ze wschodu, podczas wakacji 2020.

Wciąż możesz zostać Polakiem z sercem. Nie ma dobra, które by do nas nie wróciło.

Ono się mnoży, kiedy się je dzieli.

Karolina Błażejczyk